ZWIĄZEK POLSKICH ARTYSTÓW FOTOGRAFIKÓW

OKRĘG GDAŃSKI

Adam FleksGdańsk

leg. ZPAF nr 1070
tel. 604 188 653
www.adamfleks.blogspot.com
e-mail:afleks@poczta.onet.pl


     Najmocniejszą stroną fotografii czarno-białej wykonywanej na tradycyjnych materiałach jest jej fizyczna obecność - najlepiej obrobione zdjęcie nie zastąpi materialnej odbitki, którą czasem można nawet dotknąć.
Seria „Wieloświaty” wykonana w rzadko stosowanej technice litowej, przedstawia nie świat rzeczywisty, ale impresyjny, będący wynikiem nałożenia na siebie dwóch ekspozycji na jednej klatce w krótkim odstępie czasu.
Punktem wyjścia były tutaj budynki i budowle ulegające destrukcji, kiedyś piękne, a dzisiaj piękne inaczej – wyobrażeniem dawnej świetności. Nałożenie na siebie dwóch zdjęć wykreowało nową rzeczywistość, obecną tylko na papierze fotograficznym. Wołanie w licie odrealniło zmultiplikowaną rzeczywistość i uruchomiło wyobraźnię, która jak wiadomo, nie ma granic.Celem moich zdjęć nie jest wierne oddawanie rzeczywistości. Nie pragnę analizować i doświadczać, tylko tworzyć i przeżywać. Nie zamierzam rozkładać całości na drobne elementy tylko tworzyć nowy wymiar z tego, co w danej chwili zostało mi dane. Wieloznaczne otoczenie umożliwia mi wykreowanie obrazu nie mającego wiele wspólnego ze światem zewnętrznym. Zdjęcia powstały skutkiem nałożenia na siebie dwóch ekspozycji w krótkim odstępie czasu. Wady optyki stosunkowo prymitywnych aparatów krajowej produkcji zostały wykorzystane dla dodatkowego odrealnienia zarejestrowanych obrazów. Do tego doszło specyficzne działanie wywoływacza litowego.
Charakterystyczne dla zachowania się naświetlonej odbitki w wywoływaczu litowym jest to, że cienie wywołują się szybciej i w miarę ich zaczerniania się intensywność wołania tych partii ulega przyspieszeniu. Światła wołają się natomiast znacznie wolniej. Po prostu im więcej światła padło na papier w danym miejscu, tym szybciej zachodzą tam procesy wywoływania. Tak więc bardzo istotne jest tutaj przerwanie wywoływania w odpowiednim momencie i zanurzenie odbitki w roztworze przerywacza, który natychmiast zatrzyma wywoływanie. W przeciwnym wypadku cienie będą zbyt gęste. Kontrastowość odbitki można regulować poprzez kombinację czasu ekspozycji pod powiększalnikiem oraz czasu wywoływania naświetlonej odbitki w wywoływaczu litowym. Nie ma znaczenia, czy papier jest stało- czy zmiennogradacyjny. Kontrastowość reguluję wedle uznania w/w czasami. Skłonny jestem zaryzykować twierdzenie, że dzięki wywoływaczowi litowemu jestem w stanie osiągnąć większą rozpiętość gradacji niż w przypadku papierów zmiennogradacyjnych wywoływanych w tradycyjnych wywoływaczach czarno-białych.
Kolejną zaletą wywoływacza litowego jest zabarwienie gotowych odbitek. Cienie mogą być czarne, ciemnobrunatne z odcieniem wpadającym w zieleń. O ile jednak odbitki retro są monochromatyczne, a ich odcień wpada w barwę jednolicie brunatno zieloną, to odbitki wołane w licie mają wspomniane już ciemne cienie, natomiast ich światła mogą przybierać barwę łososiową, żółtawą czy jasnobrązową. To wszystko jest zależne od składu emulsji stosowanego papieru.
Gotowe odbitki pozwolają zdjęciom nabrać cech indywidualnych, co jest znacznie trudniejsze do uzyskania w przypadku technik cyfrowych. Jednak niezależnie od nośnika, to ja jestem odpowiedzialny za końcowy efekt.
Odbiór zdjęć jest indywidualną sprawą poszczególnych widzów.
O sobie: zacząłem fotografować bardzo dawno temu, ale pierwszy porządny aparat dostałem do ręki w 1987 roku w Szwecji. Tam też nastąpiła moja inicjacja ciemniowa. Od 1994 r. jestem członkiem Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego, od 2010 r. ZPAF, zaś w 2007 r. zacząłem zabawiać się kapryśnym i trudno przewidywalnym procesem litowym.