ZWIĄZEK POLSKICH ARTYSTÓW FOTOGRAFIKÓW

OKRĘG GDAŃSKI

wydarzenia, aktualności, nowości

Archiwum: 2012 2013 2014 2015











W zorganizowanym przez Romana Timofiejuka plenerze fotograficznym w Ustce udział wzięli kol. Maciej Kościuszko i Stanisław Składanowski. Na plener który odbył się w dniach 10-13 listopada przyjechali też artyści z Poznania, Bydgoszczy, Koszalina , Kołobrzegu, Świnoujścia, Słupska.Było to kolejne 6 spotkanie z cyklu plenerów listopadowych.


Wystawa Romana Timofiejuka „Odyseja” w Słupsku
Słupski Ośrodek Kultury, ul. Niedziałkowskiego 5 Wernisaż w piątek 14 października 2016r., o godz. 18:00, ekspozycja do 10 listopada 2016 Wystawa fotograficzna pt. „Odyseja”.

Wystawa pod patronatem Prezydenta Gdyni.

W niewyobrażalnie wielkich przestrzeniach i mikroskopijnych ziarnach nadmorskich piasków znajduję odzwierciedlenie odwiecznej tęsknoty za podróżą w nieznane. Każde ziarenko składa się na struktury w których został zapisany czas i przestrzeń. Odkryte krajobrazy zawierają w sobie obrazy dalekich przestrzeni ułożonych w dynamiczne wzory, poddające się falowaniu wody i nie wymagające skomplikowanych czynności zapisujących. Tajemnicze Światy ujrzałem w kolorowych polskich plażowych piaskach. A w nich oczyma wyobraźni z pomocą aparatu fotograficznego i alchemii cyfrowej rozpocząłem swoją Odyseję na statkach czasu. Podróż po nieznanych i tajemniczych zakamarkach nieoznaczonej przestrzeni umysłu, została zapisana w postaci fotografii. Wystawa pt. „Odyseja” to fotografie podróży po czasie i przestrzeni. Składa się z 30 kolorowych prac formatu 50x70 cm Roman Timofiejuk, Gdynia.








Dnia 2 września o godzinie 11.00 w Muzeum Historyczno –Krajoznawczym w Swisłoczy Republika Białoruś odbył się wernisaż wystawy fotograficznej Edwarda Grzegorza Funke i promocja jego książki pt. „Moja podróż –przez sześć kontynentów do Swisłoczy”.
Wystawa była częścią uroczystości z okazji 760 –lecia Swisłoczy. Na otwarciu obecni byli goście z Litwy, Łotwy, Polski i Białorusi.
Edward Grzegorz Funke, urodzony 18.VI.1944 roku w Swisłoczy. Mieszkaniec Koszalina od 1951 roku. Doktor nauk technicznych, podróżnik, członek Związku Polskich Artystów Fotografików oraz Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenia Twórców.
Założyciel Bałtyckiej Szkoły Fotografii.Jego prace pojawiły się na ponad 120 wystawach indywidualnych i zbiorowych. Odznaczony odznaką Zasłużony Działacz Kultury, dwukrotnie nagrodą Prezydenta Miasta Koszalina za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, medalem Ludzie dla Ludzi Stowarzyszenia Solidarni Plus, Koszalińskim „Orłem 2011” za promocję Koszalina na świecie i świata w Koszalinie oraz medalem Ignacego Jana Paderewskiego za wybitne działania kulturalne w zakresie fotografii dokumentalnej, przyznanym na wniosek Stowarzyszenia Inżynierów Polskich „Polonia Technica” USA.
W 2012 roku otrzymał nagrodę „Pro Arte” Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, natomiast w 2014 roku medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis , Złotą Odznakę Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego oraz Złoty Medal Zasłużony dla Fotografii Polskiej. Od trzech kadencji jest przewodniczącym Rady Kultury przy prezydencie Koszalina, a od 2014 roku jest członkiem Rady Muzeum w Koszalinie.
Album Moja podróż to zbiór zdjęć powstałych m.in. podczas licznych wypraw, które od kilkunastu lat odbywa wraz z żoną Krystyną w ramach autorskiego projektu Portret Świata udowadniając, że ludzi z odległych części globu więcej łączy niż dzieli.
W książce pojawiają się także prace z okresu działalności artysty w „Kronice Studenckiej” Politechniki Gdańskiej. Zdjęcia te, pokazują Polskę widzianą oczyma młodego studenta zafascynowanego fotografią. Obok portretów Czesława Niemena, Breakoutów, czy fotoreportażu z Rajdu Monte Carlo w 1967 roku, znajdziemy też obrazy z historycznej wizyty prezydenta Charlesa de Gaull’a w Gdańsku. Całości dopełniają teksty Ryszarda Ulickiego, Erazma Wojciecha Felcyna, Andrzeja Liberadzkiego i Jadwigi Kobryniec.
„Moja podróż przez sześć kontynentów do Swisłoczy” stanowi próbę podsumowania dotychczasowego dorobku Edwarda Grzegorza Funke. Jednocześnie jest zapewnieniem, że możemy się spodziewać kolejnych wspaniałych prac.

Robert Gauer Wydawnictwo Kamera

















Słonecznego fotograficznego lata.













Z wielkim bólem i żalem przekazujemy informację o śmierci RYŚKA MEKSIAKA, jednego z naszych najsympatyczniejszych kolegów. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 9 czerwca.
Pogrzeb 17 czerwca o godz.12 na Cmentarzu Komunalnym w Małym Kacku w Gdyni.
Cześć jego Pamięci!




ODYSEJA
Roman Timofiejuk-wystawa fotograficzna 25.04-18.05 2016.








Kilka słów o wystawie ODYSEJA i zdjęcia z wernisażu.

Jest to moja druga wystawa obracająca się wokół tematyki otaczającego ziemię Wszechświata, która pod wpływem literatury, filmów i wydarzeń kosmicznych sprowokowała i zmobilizowała mnie do zajęcia artystycznego stanowiska wobec określonych zjawisk.
Obecne czasy, które zapoczątkowały świadome i intensywne poznawanie, badanie, rozumienie przestrzeni wszechświata dzięki sondom, rakietom, lądownikom, satelitom w taki sposób, że stał on się nam bardziej bliski niż własna ziemia. Przesądziło to o tym, że w nim została umiejscowiona opowieść o mojej ODYSEI. Wystawa GENOTYP interpretowała ziemska materię i jej pochodzenie. Obecna wystawa pt. ODYSEJA porusza problematykę czasu, przestrzeni i podróży.
Wystawę stworzyłem po to aby tą specyficzną aranżacją foto-komputerową zaprezentować odwieczną ludzką tęsknotę za podróżą w nieznane.
Zainspirowany dodatkowo tzw. „Klepsydrą” odmierzającą czas za pomocą piasku i słowami fizyka Karla Sagana o tym, że gwiazd na niebie jest więcej niż ziaren piasku na ziemi, zainteresowałem się płaszczyznami piasku plażowego.
Oglądany z bliskiej perspektywy, przepuszczany przez palce, rozdmuchiwany przez wiatr i układany we wzory przez wodę przekazał mi niezwykle skojarzenia intelektualne z których poskładałem obrazy przestrzeni gdzie nie obowiązują ludzkie prawa a wyłącznie prawa fizyki i matematyki. Tylko w niej bowiem jest możliwa ODYSEJA na statkach dowolnej figury nie ograniczonej moją wyobraźnią. Ta odyseja uwarunkowana jest nasza niewiedzą na temat sposobów przemieszczania się w przyszłości. Decydująca bowiem jest sama decyzja o podróży.
Bo ODYSEJA to podróż po czasie i przestrzeni.
Zobaczycie na zdjęciach powyginaną przestrzeń istniejącą wyłącznie w mojej wyobraźni ale czy te nieoznaczone miejsca różnią się tak bardzo od urozmaiconych krajobrazów ziemskich w postaci pól, pagórków, wód, dolin.
Wprowadzone w obrazy statki uświadamiają nam nieograniczone możliwości technicznego projektowania i budowania w innym wymiarze.
Moje zdjęcia nie powstały przypadkowo. Są świadomym procesem fotograficzno-komputerowym w oparciu rzeczywiste fotografie.
Marzenia o ODYSEI w nieznane bez końca, towarzyszące nam od czasów Wikingów przeniosły mnie w podróż intelektualną w coś co jest nam bliskie i jednocześnie dalekie.
Wydaje mi się, że wyeksploatowałem na dziś pewne tematy i chciałbym tą wystawą zamknąć ten cykl.
Dlatego rozpocząłem prace nad bardziej przyziemnym projektem fotograficznym pt „Rzeczywistość symetryczna” .






Zapraszam na wernisaż mojej wystawy fotograficznej "Odyseja". Do zobaczenia.
Roman Timofiejuk




FOTOGRAFIE ADAMA NOWICKIEGO

W 1976 roku Adam Nowicki został zaproszony na plener fotograficzny w Ełku.
Jego uczestnicy fotografowali krajobrazy północno-wschodniej, nadgranicznej części Polski. W czasie pleneru i późniejszych wyjazdów powstały setki zdjęć.
Wybrane zdjęcia z albumu "Adam Nowicki. Podlasie, Suwalszczyzna i Sejneńszczyzna 1976-1979."
Adam Nowicki (rocznik 1936), członek Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego. Mieszka w Gdańsku.
Na terenach tych znalazłem się po raz pierwszy w życiu. Zauroczyły mnie piękno krajobrazu i wtopiona w niego drewniana architektura wiejska, często XVIII i XIX wieczna oraz wylewna, bezinteresowna serdeczność mieszkańców tych ziem. Wracałem tu dwukrotnie w letnie urlopy roku 78 i 79. Nieliczne, wówczas zawarte znajomości, trwają do dzisiaj. Niestety, czas zabrał z tego świata większość z poznanych wówczas ludzi.
Z żoną i małym wówczas synem przeszliśmy od Gołdapi do Włodawy, trzymając się możliwie blisko granicy z ówczesnym ZSRR, bowiem zauważyliśmy, że im bliżej granicy, tym więcej zachowało się tam pozostałości z dawnych czasów - wspomina autor. - Tak architektury jak i sposobu bytowania ludzi tych stron.
To właśnie tam znaleźliśmy ostatnią kurną chatę, kilka lat wcześniej zelektryfikowaną. Nasza trasa często wiodła ścieżką polną wzdłuż granicy, w zasięgu wzroku rosyjskich pograniczników, siedzących na swych wieżach obserwacyjnych. Wkrótce po wyjściu z Puszczy Rominckiej pojawił się na gaziku patrol WOP-u informując nas, że jesteśmy przyczyną małego konfliktu międzynarodowego, bowiem rosyjscy pogranicznicy dzwonili do Moskwy, że po granicy chodzą jakieś dwie osoby z dzieckiem (dla zmyłki) i fotografują ich obiekty graniczne. Pod pozorem braku posiadania pisemnej zgody na poruszanie się w strefie granicznej, chciano nas wywieźć z niej. Ale jako mieszkaniec Gdańska (też w końcu leżącego na granicy), takiej zgody mieć nie musiałem, o czym zaświadczał dowód osobisty i taka próba byłaby bezprawiem.
Tym sposobem mogliśmy nadal robić swoje. Przyjeżdżali i później, ale znali już naszą trasę, wiedzieli czemu szlajamy się po granicy. Nasze kontakty stały się bez mała przyjacielskie. Przekazywali o nas informacje sąsiedniej placówce, a ci przyjeżdżali, bo taki rozkaz.
W latach 1978 i 79 powstało moje podstawowe archiwum fotograficzne tych terenów. Chodząc od wsi do wsi, staraliśmy się żyć blisko z ludźmi tam mieszkającymi. Spaliśmy u nich w stodołach, na usilne nasze prośby lub z nimi w chacie, gdy uznawali w sposób zdecydowany, że nie godzi się nam spać w stodole, bo co by o nich powiedzieli sąsiedzi. Bywało, że razem wychodziliśmy pracować w pole, jako że był to czas żniw. Marni byli z nas współpracownicy. Próbując żyć wśród nich i z nimi, łatwiej było nie tylko fotografować, ale i zrozumieć, co się fotografuje.
Trudno było się rozstawać, często obdarowywali jajkami i słoniną, odmawiając jakiejkolwiek zapłaty, choć nalegaliśmy. Fotografując, starałem się utrwalić klimaty, znane ze starego polskiego malarstwa i równie starych fotografii. To, co w innych regionach kraju zachowało się w nielicznych skansenach, wyrwane z pejzażu i "poprawione" dla potrzeb ekspozycji, tu istniało w niepowtarzalnej scenerii. Nie sądziłem, że to, co fotografuję, zniknie całkiem z naszego pejzażu aż tak szybko. Nie wszystkie zdjęcia mają informację o dokładnym miejscu ich zrobienia. Nie przyszło mi wtedy na myśl, że po latach może to być bardzo istotne a pamięć stanie się tak zawodna. Fotografowałem przecie tylko dla własnej przyjemności, dla zachowania w pamięci związanych z tym przeżyć.
Dzisiaj żałuję, że wówczas nie robiłem dokładnych notatek, które dzisiaj pozwoliły by dokładnie zidentyfikować miejsce każdej zrobionej fotografii. Chociaż kolejność zdjęć na filmie, zaznaczona na mapach nasza marszruta, notatki na większości zrobionych wówczas wglądówek pozwalają dzisiaj na dokładne umiejscowienie zdecydowanej większości zdjęć. Dzisiaj żałuję, że wówczas nie robiłem dokładnych notatek, które dzisiaj pozwoliły by dokładnie zidentyfikować miejsce każdej zrobionej fotografii. Chociaż kolejność zdjęć na filmie, zaznaczona na mapach nasza marszruta, notatki na większości zrobionych wówczas wglądówek pozwalają dzisiaj na dokładne umiejscowienie zdecydowanej większości zdjęć.
Obróbka własna, łącznie z kolorowymi diapozytywami ORWO, które bardzo źle zniosły upływ czasu i liczne pokazy przezroczy. Do dzisiaj, kiedy nadszedł czas ich skanowania, dotrwały z mniej lub bardziej widocznym rozchwianiem barw i częściową utratą ich nasycenia. Na szczęście, współczesne oprogramowanie pozwala w znacznym stopniu straty te skompensować podczas komputerowej obróbki. Nie ma już dzisiaj większości obiektów wtedy tam fotografowanych, zniknęła część wiosek i przysiółków, miejscami zmienił się krajobraz w istotny sposób.
Nawet miasteczka takie jak Tykocin, Suwałki, Sejny czy Puńsk - w niczym nie przypominają już tamtych. Klimaty, które mnie zauroczyły - przeminęły z wiatrem... Nic mnie już nie ciągnie w te strony. Nie chcę zacierać drzemiących w pamięci wspomnień.

Adam Nowicki






















W dniach 4 - 6 03.2016. odbył się plener w Łebie. Na zaproszenie szczecińskiej Grupy Twórczej Kontur w plenerze wzięli udział członkowie Okręgu/G: M.Kościuszko, S.Składanowski, R.Timofiejuk. W programie fotografowanie wydm, portu i prezentacje autorskie. Obecnych było ok. 17 fotografujących z różnych miast i środowisk.



OTWARCIE WYSTAWY ADAMA FLEKSA

Wernisaż odbędzie się 19 lutego 2016 o 18.00 w bibliotece na Żabiance, ul. Gospody 3b
(filia nr 26 WiMBP w Gdańsku).

“THE HOLY CITIES”

Wiele jest miejsc na świecie nie objętych szczególnym sacrum, a jednak otoczonych swoistym kultem. Onegdaj zainspirowało mnie określenie „the holy city of Wetzlar” odnoszące się nie do skądinąd ciekawej świątyni stojącej w centrum miasta, lecz do kultowego produktu tamtejszych zakładów Leitza, czyli dalmierzowego aparatu fotograficznego Leica. Również świętym dla niektórych jest Sopot, stający się miejscem, które należy odwiedzić oraz targowiskiem próżności zwłaszcza latem. Tutaj przeważa zgiełk i tłok profanum.
W Barcelonie przedmiot architektonicznego kultu stanowi Sagrada, chociaż jej projektant był też niewątpliwie człowiekiem wielce pobożnym i mocno wierzącym. Bliżej nam tam do sacrum, aczkolwiek mocno przydeptanego przez turystyczną stonkę.
Ponieważ to jednak mają być miejsca święte, na prawie każdym z nich ująłem lokalną świątynię, łącząc ją fotograficznie z przedmiotem nie mającym wiele ze świętością wspólnego.
Same prace fotograficzne to podwójne ekspozycje na tradycyjnym czarno-białym papierze fotograficznym, po naświetleniu pod powiększalnikiem obrabiane w mało popularnej w Polsce chemii litowej. Zastosowana w przypadku części odbitek moja własna modyfikacja obróbki chemicznej sprawia, że jest to debiut tej techniki w Polsce północnej. Zdjęcia są unikatami, jako że powtórzenie efektu plastycznego nie jest możliwe.
Dodatkowo uzasadniam powstanie wystawy w sposób następujący - 1-mo: zamierzam rozpocząć odnowę polskiego tradycyjnego piktorializmu fotograficznego, chociaż w nieco nowoczesniejszym wydaniu (technika litowa, podwójna ekspozycja), który praktycznie zanikł po niemiłosiernym jego skrytykowaniu przez Dłubaka i jemu podobnych w latach 50-tych; 2-do: wzburzyły mnie onegdaj słowa Adama Mazura o tym, że fotografia analogowa na materiałach srebrowych jest staroświecka i niemodna; jako że z zasady pozostaję w opozycji do większości autorytetów, krytyków w szczególności, to od tej pory wszystkie wystawy indywidualne będę robił na tradycyjnych barytach.
Adam Fleks GTF, ZPAF